czwartek, 11 października 2012

Great Job.!

Kochani, strasznie miło mi to pisać, ponieważ wczoraj pobiliście rekord w odwiedzinach.
Wczoraj odwiedziło mnie 66 osób,
a w tym miesiącu aż 605.

WIELKIE BRAWA.! 




+ Kocham was i ciesze się, że tak wam się podobają moje wypociny.<3


TERAZ DO ROBOTY, KOMENTOWAĆ I ODWIEDZAĆ.!




Natalie Malik.<3 <3 <3

środa, 10 października 2012

12.

Umówiliśmy się na kolację u mnie i Zayna. Szczerze, to nie wiem nawet jak wygląda teraz mój dom. Mulat remontował go z chłopakami, ale zdałam się na gust Dan. Cały dzień siedziałam z Zaynem przy dziecku. Jednak o 6 wieczorem postanowiliśmy się przebrać i pojechać do nas do domu. Przy małym siedziała Waliyah, która przyjechała nas odwiedzić. Pojechaliśmy nowym samochodem bruneta. Musiał on go wymienić, ponieważ teraz jesteśmy rodziną, a on miał małe dwuosobowe porsche. Około 6:30 byliśmy już w domu. Otworzył mi drzwi przed jednym z domków jednorodzinnych w zamkniętej okolicy. Weszliśmy do środka. Skierowałam się do kuchni, wzięłam butelkę wody, oblukałam co jest w lodówce i poszłam do salonu.
-Kotek, musimy jechać do Tesco.
-A możesz jechać sama? Ja bym przygotował chałupę.
-No dobraaa...
Wzięłam kluczyki od mojego samochodu, torbę z portfelem oraz komórkę, po czym poszłam do garażu. Wsiadłam do auta i wyjechałam przed posesję. Następnie wyjechałam za bramę i pojechałam w kierunku marketu.Zrobiłam zakupy i do domu wróciłam około 19. To dobrze, bo na 19:30 mają przyjść wszyscy. Weszłam do domu, a Zayn pił piwo i palił fajki. Wydarłam się na niego, po czym poszłam do kuchni. Wstawiłam zapiekankę do piekarnika i poszłam na górę się ubrać. Po chwili namysłu postanowiłam założyć coś wygodnego i eleganckiego. Ubrałam się i umalowałam, a następnie zeszłam na dół. gdy byłam koło drzwi zadzwonił dzwonek. Otworzyłam, był to Liam z Danielle, a za nimi szedł Niall, Lou i Harold. Po otwarciu szybko pobiegłam do kuchni. Wyciągnęłam zapiekankę, po czym poszłam przywitać gości. Po ściskach i całusach weszliśmy do salonu. Poprosiłam Dan o pomoc w zastawianiu stołu, czego nie zrobił Zayn pomimo próśb.
-I jak wam się układa?
-Nie wiem samaa... Niby jest okey, ale czas pokaże.

*Trzy tygodnie później*

Umówiłam się na kawę z Nathanem w Starbucksie o 13. Jest dopiero 10, więc pojadę jeszcze na jakieś zakupy. Wzięłam małego do nosidełka, torbę dla dziecka i torebkę. Poszłam do samochodu i wsiadłam do niego. Najpierw zapięłam synka i dopiero potem wyjechałam z domu. Jadąc usłyszałam piosenkę Rihanny "You Da One", co oznaczało, że dzwoni mój mulat. Włączyłam telefon na głośnomówiący.
-Witaj mała.
-Hey...
-Co robicie?
-Właśnie jedziemy na małe zakupy na miasto.
-Mhm... Ja mam przerwę w nagrywaniu. Około 19 powinienem być już w domu.
-Super. Może dzisiaj zawieziemy małego do twoich rodziców?
-Po co?
-Bo chciałabym pobyć trochę sam na sam z tobą kotek...
-Kusząca propozycja.... Pogadam z mamą i napiszę ci. Muszę już wracać. Pa...
-Pa.
Gdy skończyliśmy rozmawiać zajechałam na parking centrum handlowego. Rozłożyłam przenośny wózek, i włożyłam do niego małego. Zabrałam rzeczy z auta i pojechaliśmy do sklepów. Zakupy z dzieckiem są trudne, a jeszcze gorsze są, gdy to dziecko piosenkarza. Co chwilę zaczepiały nas jakieś fanki, ale po chwili rozmowy i fotkach, szły dalej. Kupiłam sobie sukienkę, dwie pary spodni oraz czapkę.
Za dziesięć 13 poszłam do Starbucksa. Nie musiałam czekać, bo Nath już siedział w kącie i czekał na mnie.
-Siemka.
-Hey Lola.-podszedł i pocałował mnie w policzek. -Siema mały...-zaczął jemu podnosić rączkę, a on odwzajemnił to uśmiechem.
-Co państwo zamawiają?-zapytał kelner.
-Ja poproszę Latte Macchiato. A ty?
-Ja wezmę Cappucino.
-Zaraz przyniosę.
-Co tam u ciebie? Jak się sprawuje mały?
-Na razie tylko śpi i płacze...
-Poczekaj aż podrośnie...
-Lepiej gadaj co tam u ciebie. Jak się pracuje u Simona?
-Dobrze. Dzisiaj pracowałem z Cher a jutro mam pomagać Little Mix.
-Mhm....
-Znasz je? Podobno śpiewa tam była Zayna.
-Tak, znam... Wiesz, nie tylko ty pracujesz w branży muzycznej.
-Chłopacy planują już trasę?
-Tak, kończą nagrywać płytę i w przyszłym miesiącu zaczniemy trasę.
-Chyba będziesz za nimi tęsknić...
-Nie, jadę z nimi.
-O?
-Noo... Jako asystentka managera oraz przyszła żona Zayna.
-No to super.-posmutniał.-Ale będę miał cię daleko.
-Zawsze jest internet i telefony. Ale zaproszę cię na mój ślub na stówę.
-Super.-powiedział bez entuzjazmu.
-Co jest? Nie cieszysz się?
-Lol, musimy poważnie pogadać.
-O czym?
-O tym co do ciebie czuję.
-Co?
-Ja nie zapomniałem. Nie masz pojęcia jak mi ciebie brakowało przez te 3 lata. Czekałem na moje urodziny i czekałem aż będę mógł tu do ciebie wrócić. Kocham cię i zawsze kochałem.
-Proszę cię, przestań.-poleciały. Tak bardzo nie chciałam tego robić, a zrobiłam.
-Nie płacz..-przytulił mnie i otarł moje łzy. Nagle dostrzegłam pełno fleszy, przez które nic nie widziałam. Momentalnie poczułam, że wychodzimy ze Starbucksa. Ocknęłam się, gdy siedziałam już w moim aucie zauważyłam, że Nathan kieruje, a mały śpi z tyłu.
-Gdzie jedziemy?
-Do mnie. Posiedzimy na spokojnie i pogadamy, a potem pojedziecie do domu.
-Ok.
Zajechaliśmy po około 15 minutach. Weszliśmy do małego mieszkania na 4 piętrze. Było ono dwupokojowe.
-Sorki, że tutaj nie ma takich luksusów.
-Brakowało mi tego.
-Czego?
-Tej skromności, i naszych spotkań.
-Mi też.
-Zaniosę małego do pokoju obok, to na spokojnie sobie pośpi.
-Dzięki.
Usiadłam na kanapie. Spojrzałam na komodę przy oknie. Stoi na niej pełno zdjęć. Podeszłam i zobaczyłam jedno największe i na środku. Ja i on z naszym pocałunkiem. Momentalnie poczułam jak wszystko wraca... Te uczucie ogarnęło mnie w całości. Pewnie większość ludzi miała w życiu takie coś, gdy tam miłość, ta pierwsza, która wydawała się jedyną powraca ze zdwojoną siłą. Wzięłam je do ręki i zaczęłam płakać.
-Coś się stało?-przybiegł do mnie i przytulił.
Znowu zaciągnęłam się zapachem jego koszulki. Nasze twarze były tak blisko siebie, te spojrzenia w oczy, aż w końcu nasze usta się złączyły.
-Nie, Nathan przestań, proszę cię....-odeszłam od niego jak poparzona i skierowałam się do drugiego pokoju. Wzięłam małego i wyszłam z nim z mieszkania.
Wsiadłam do samochodu i łamiąc wiele przepisów po dwudziestu minutach byłam w domu. Posadziłam małego w kojcu w salonie, a sama usiadłam na kanapie. Spojrzałam na małego i poszłam szybko do garderoby. Wyciągnęłam wielkie pudło z napisem "pamiątki Loli". Zniosłam je na dół, zaczęłam oglądać te wszystkie zdjęcia. Oczywiście nie obyło się bez płaczu. Nagle usłyszałam dźwięk silnika samochodu w garażu. Wrzuciłam wszystko do pudła i poszłam do kuchni. Wyciągnęłam jakieś składniki na blat, wzięłam cebulę i zaczęłam ją kroić.
-Jestem.!-usłyszałam głos mulata wchodzącego do mieszkania.
-Jestem w kuchni.-odpowiedziałam.
Po chwili stał już za mną i całował mnie w szyję.
-Jakie plany na dziś mała?
-Zależy co proponujesz.-uśmiechnęłam się lekko.
-Ja proponuję wieczór we dwoje...
-Mhm... Muszę zobaczy w kajecie, czy mam czas dla pana, panie Malik.-zachichotałam. Odwrócił mnie do siebie, ja odłożyłam, a raczej odrzuciłam nóż. Przyciągnął mnie do siebie, a aj się jemu całkowicie oddałam... Po dłuuuugim pocałunku spojrzałam w jego oczy, to były te jedyne.
-Zgadnij jaką mamy konkurencję...-zaczął siadając na taborecie przede mną.
-Hmm?
-The Wanted.-odpowiedział z petardą.-Wydają płytę w tym samym czasie co my.
-I? Jesteście świetni i na pewno jesteście ładniejsi od nich...
-A wiesz w ogóle kto tam śpiewa?
-Nie. A co? Może Nathan?
Nic nie odpowiedział.
-On?
-Mhm...-wyciągnął swój tablet z pokrowca, co znaczyło, że będzie sprawdzał serwisy plotkarskie.
-Widziałaś dzisiejsze nagłówki serwisów?
-Nie.
-Jesteś ty z Nathanem... A tak w ogóle, to kiedy wy się widzieliście?
-W centrum jak byłam na zakupach, poszliśmy na kawę.
-Skarbie, wiesz, że nie trawie tego faceta. Według mnie on tylko cię picuje, żeby zdobyć sławę.
-Dobrze wiem....  Gadałeś z twoją mamą?
-Mhm... Waliyah weźmie małego na weekend do rodziców i przyjadą do nas  na tydzień. Co ty na to?
-Kto?
-Mama, Wal i Don oraz Safaa...
-Ok. Dzisiaj na kolacje będzie pizza domowa.
-Super. Jutro mamy wolne, więc dzisiaj wpadają do mnie chłopaki na mecz.
-Okey. Jedź do Tesco i zrób zakupy, kup alkohol i jakieś przekąski, a a zdążę zdobić kolację.
-Coś jeszcze?
-Nie wiem, chyba nic. Albo możesz wziąć płatki, bo nie ma.
-Dobra, wrócę góra za trzydzieści minut.-powiedział i wyszedł.
Ja wstawiłam pizzę do piekarnika i poszłam do salonu, wzięłam pudło i zaniosłam do garderoby. Schowałam na najwyższej półce, po czym ubrałam się i zeszłam na dół. Wzięłam mojego i'Phona i zadzwoniłam do Dan, żeby przyszła wieczorem oraz do Emily, która pracuje ze mną nad garderobą chłopaków na trasę. Lubie ją i Niall chyba też...  Zaprosiłam również Taylor, która spotyka się już jakiś czas z Harrym.  Włożyłam go do tylnej kieszeni, nagle poczułam wibracje w kieszeni. Wzięłam telefon i szybko odebrałam.
-Co zapomniałeś ćwoku?
-Lola?
-Tak, sorki.
-Słuchaj wiem, że możesz się zezłościć, ale Kocham cię i będę o ciebie tak długo walczył, aż będziesz ze mną.
-Daruj sobie. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-To dobrze, bo w takim razie zawsze możemy pójść o krok dalej....

_____

Wiem, że może trochę mnie zabijecie za to, że psuję ich idealny świat, no ale cóż.
Prawdziwe życie nigdy nie jest "perfect", więc komentujcie i dodawajcie mi sił na kolejne rozdziały...
GŁOSUJCIE w ankiecie..!
+ ZMIANA W BOHATERACH.!!!!

Natalie Malik.<3

wtorek, 9 października 2012

DOM.

Hey, Zapraszam do przeczytania, lub obejrzenia ich nowego Domu. Jest to kolejna strona:"Dom.".
Pojawią się w nim już w NN.

Natalie Malik.<3

poniedziałek, 8 października 2012

11.

Jej, jak ja go dawno nie widziałam. To już... 3 lata. To on był moją pierwszą miłością. To on darzył mnie uczuciem, za jakim tak bardzo tęskniłam. Ale dlaczego pojawia się akurat teraz.?
-Lol.-powiedziałam to z takim uczuciem, że nie czułam żadnego bólu.
-Nath.-na to jedno słowo ukazał wszystkie swoje białe zęby.
-Tęskniłem...-podszedł do mnie i się przytulił.
Jeżeli nadal nie wiecie o kogo chodzi, jest to Nathan Sykes. Byłam z nim jakieś dwa lata. Poznaliśmy się w liceum. To była moja pierwsza miłość. Niestety on przeprowadził się z rodzicami do Ameryki okrągłe trzy lata temu. Korespondowaliśmy ze sobą cały czas, jednak związek na odległość nie jest idealny, więc zostaliśmy przyjaciółmi. Pisał mi ostatnio, że zamierza przyjechać do Anglii, ale nie wiedziałam, ze to będzie tak szybko.
-Co tu robisz? Skąd wiedziałeś gdzie jestem?
-Pojechałem do studia, do Simona. Opowiedział mi, że jesteś w szpitalu.
-Mhm....-przerwał nam Zayn.
-O... Zayn to jest Nathan, mój przyjaciel. Nathan, to Zayn mój narzeczony.
-Hey, miło poznać.-podał rękę mulatowi.
-Siemka....
-Tam siedzi Louis, Harry, Liam, Danielle, Niall.-przywitał się ze wszystkimi, po czym podszedł do mojego łóżka.
-A więc skąd się znacie?-zapytał mój chłopak..
-Byliśmy parą w liceum.-odpowiedział z uśmiechem brunet.
-Tak, ale Nathan wyjechał z rodzicami do Chicago, i pozostaliśmy przyjaciółmi.
-Mhm...
-A teraz wróciłem.
-Co?
-Mam już 19 lat, więc mogę mieszkać sam. Wróciłem do Londynu na stałe.-oznajmił z uśmiechem.
-Mieszkasz sam?
-Mhm....-przytaknął głową.- To znaczy, nie całkiem sam, bo wynajmuję mieszkanie z przyjacielem. Nazywa się Tom.
-O...
-Wiesz co, ja muszę lecieć, bo idę szukać pracy.
-Pogadam z Simonem, może znajdzie tobie coś. Wie, że znasz się na muzyce jak niemało kto. Wiesz, co, przyjedź do nas po jutrze na kolację z tym Tomem.
-Jasne, chętnie. Wyślij mi szczegóły sms'em. Papa Lol.-pocałował mnie w policzek, pożegnał się ze wszystkimi i wyszedł. Jeszcze chwilę posiedziałam z przyjaciółmi, a około 21 zaczęli się zbierać do domu. Nie wiem kiedy, ale zasnęłam. Obudził mnie płacz dziecka. Gdy otwierała powoli oczy zauważyłam Zayna karmiącego małego. Nic nie mówiłam, tylko patrzyłam na jego szczęśliwą twarz. To było niesamowite. Widzieć dwie osoby najważniejsze w moim życiu.
-Oo... Obudziłaś się już..
-Mhm...-pociekła mi łza szczęścia.
-Nie płacz. Mały jest zdrowy. Ma 58 cm i waży 3,45 kg. Dziękuję ci. I Kocham cię.-powiedział, po czym mnie pocałował.
Na chwilę zatraciliśmy się w pocałunku.
-Za co mi dziękujesz?
-Za to, że urodziłaś mojego małego Nathanka Zayna Malika.
-Nie musisz. ja ci dziękuję, że jesteś z nami. I też cię Kocham...-odwzajemniłam jego wcześniejszy pocałunek.
-Aalle to słodkieeee...-wparował Louis, a za nim Loczek i reszta ekipy. Przyszła również Danielle.
-Hey mała.-podeszła i przywitała się ze mną.-Jak się czujesz?
-Dobrze, brzuch tylko boli. Wczoraj mocniej, dzisiaj dostałam tabletki.
-Oj moja, ty biednaaa...
-Zobaczymy jak ty będziesz miał dzieciaka Lou.
-Nie nastąpi to szybko.
-Taaa, ja też tak mówiłam...
-Żałujesz?-wtrącił Harold.
-Nie, no coś ty. Mam prześlicznego malucha i mojego bruneta.-uśmiechnęłam się.
Wszyscy się rozsiedli, a ja usiadłam. Chłopacy okrążyli go i zaczęli cykać fotki.
-Dajcie mu trochę spokoju.!-wpadł Zayn.
-Jak go nazwaliście?-zaczął Niall
-Nathan Zayn Malik.-odpowiedział mulat.
-Słodko...
-Wiem, gadaj co tam gadają na mieście...-zagadałam Dan.
-A no wiesz, cały Londyn już widział fotki, jak zawoziliśmy cię do szpitala, no i oczywiście wiedzą o porodzie.
-Ahhh.. A ty jak się czujesz?
-Dobrze... Wiecie już kiedy wychodzicie?
-Lekarz powiedział, że ja mogę wyjść już jutro, a mały niestety nie. Musi zostać na razie pod obserwacją, ponieważ musimy poczekać, aż rana od operacji się zagoi.
-Czyli?-wtrącił Li.
-Za jakieś góra półtora tygodnia.
-To super. Akurat zdążymy...-powiedział dość cicho Daddy, lecz nie zbyt cicho, bo usłyszałam...
-Z czym zdążycie?
-Nic, niczym takim. Tak sobie gadałem...
-Jasneeee...
-O, skarbie zapomniałem ci powiedzieć, że Adam ma już klucze do tego domu, który kupiliśmy.
-To super.
-Zajmę się remontem, to zdążymy do powrotu małego.
-Mówiłam już, że cię Kocham..?
-Jasne, ale mogę to słuchać do śmierci.
Uśmiechnęłam się, a on zrobił to samo.
Po jakiś trzech godzinach wszyscy wrócili do domu, a ja zostałam sama z Zaynem. Patrzyliśmy na małego, w końcu zobaczyłam mojego laptopa na parapecie.
-Podaj mi go.-powiedziałam do bruneta wskazując palcem na rzecz.
Wstał i podał mi go bez słowa... Przesunęłam się na łóżku na brzeg i poklepałam miejsce obok mnie. Usiadł. Włączyłam mojego tt. Roiło się i mnożyło wiadomości od Directionerek. Większość była typu: "Pokaż synka.";"Gratulacje.;*"; itp. Włączyłam TwitCama. Momentalnie pojawiło się około 600 osób oglądających. Liczba cały czas rosła.
-Witajcie.-pokiwałam im.
-Hello!-zaśmiał się Zayn.-Nim odpowiemy na wsze pytania wiedzcie, że jesteśmy w szpitalu. Synek ma się dobrze, ale nie wyjdzie za wcześnie.
-Jest to spowodowane tym, że miał on operację i jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to
już w przyszłym tygodniu wszyscy będziemy w domu.
-Dobra, dobra. Wiem, że się niecierpliwicie, więc zaraz wstawimy naszą słodką foteczkę na tt z małym.
-Pytania czekają. Pierwsze od Megan. "Ile dzieci planujecie?" Nie wiem jak ten tutaj obok, ale ja to bym chciała dwóch chłopców i dziewczynkę.
-A ja to bym chciał na odwrót dwie córeczki i jednego chłopca, którego już mam.-dał smile.- Kolejne od Patrycji z Polski. "Czy odwiedzicie Polskę?"
-Ja bardzo chętnie pojechałabym do mojej rodziny i jeżeli tylko będę mogła to zabiorę ich ze sobą. Następne od Max'a. "Czy będziecie dziecko wychowywali jako bogatego rozpieszczonego malucha, czy jako skromne i poukładane dziecko?" Szczerze, to chcę, aby on miał poczucie własnej wartości, żeby szanował wszystko i wszystkich. Na pewno nie chcę go przekupywać pieniędzmi, bo pragnę, żeby był dobrym człowiekiem i żył normalnie, tak jak zwykli ludzie.
Odpowiadaliśmy tak na pytania, aż zauważyliśmy, że jest za kwadrans 12. Z powodu tego, że Zayn jest ojcem dziecka lekarz pozwolił mu tutaj zostawać na noc.

*
Następnego ranka, gdy się obudziłam była rocznica naszego poznania z chłopakami i Zaynem. Właśnie tego dnia rok temu zmieniło się moje życie. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. było duże z parapetem, na którym można było usiąść. Wzięłam mp4 i usiadłam na nim. Przyglądałam się postaciom za oknem. Była to wczesna godzina i wszyscy wychodzili do pracy. Włączyłam piosenkę  "A Thousand Years". Słyszałam pierwsze nuty piosenki, po czym zaczęły mi lecieć łzy. Na początku były one nieliczne, lecz po chwili popłynęły mi strumienie. Zaczęłam sobie robić podsumowanie całego roku. Więc. Dostałam pracę asystentki managera. Mam przecudownego narzeczonego. Mam niesamowitych przyjaciół. Urodziłam synka. Straciłam przyjaciółkę "od pieluch". Wydarzyło się jeszcze więcej, ale te punkty są dla mnie najważniejsze. Myślałam o naszym wspólnym życiu, jak ono będzie wyglądało. Z zamyśleń oderwał mnie czyiś dotyk na moim ramieniu. Odwróciłam się, a to był Louis, a za nim stała cała grupa osób, dzięki którym moje życie diametralnie się zmieniło. Wyciągnęłam słuchawki, a po chwili dostałam pytanie.
-Czemu płaczesz?-zapytał blondyn wcinający bajgla.
-No bo dzisiaj jest rok, jak już się znamy.-powiedziałam, po czym się rozbeczałam.
Od razu podszedł Lou, który był najbliżej. Przytulił mnie, i po chwili czułam grupowy ścisk.
-Dobra, dobra. Bo udusicie mojego skarba.-odezwał się brunet.
Momentalnie wszyscy odeszli, a podszedł do mnie Zayn. Przytulił mnie, po czym złożył na moich ustach delikatny, ale jakże namiętny pocałunek.


_
Hey. Sorki, że nie dodałam rozdziału w weekend, ale niestety nie miałam czasu, gdyż, iż, ponieważ musiałam zajmować się moimi niedorobionymi rodzicami. haha.;D
Mam nadzieję, że podoba się dzisiejszy rozdział. Ciesze się, że tylko osób mnie odwiedziło, i nadal odwiedza. Jest to dla mnie kolejny powód, by pisać. Wiem, że większości nie chce się komentować, ale proszę. Można dodawać anonimowo. To tylko chwila, a dla mnie więcej powodów do pisania.
GŁOSUJCIE również w ankiecie. Mam ochotę zacząć nowego blooga, ale potrzebuję waszej pomocy. To tyle.
Zachęcam do dalszego czytania.

Jeżeli ktoś chce mnie o coś pytać to oto mój e-mail: carmelek@op.pl

Natalie Malik.<3

czwartek, 4 października 2012

10.

Gdy rano się obudziłam poczułam czyjś dotyk na moim biodrze. Odwróciłam głowę. To był on. Bez niego życie wydaje się puste... Ubrałam pierwszy lepszy dres i poszłam na zakupy do sklepiku obok apartamentu. Kupiłam bułki, sok pomarańczowy, mleko, kilka jabłek. Gdy szłam koło kiosku zauważyłam gazetę, której głównym tytułem był:"Romans młodej gwiazdy." Ciekawa kupiłam ją. Poszłam do windy. Gdy wsiadłam musiałam chwilę poczekać, aż dojedziemy, bo mieszkamy na najwyższym, czyli 16 piętrze. Wróciłam do mieszkania, zrobiłam przeróżne kanapki, postawiłam mleko, płatki kukurydziane oraz moje ulubione czeko-chrupki. Usiadłam do stołu. Nasypałam sobie płatek, ale najwyraźniej nie mogę zjeść w spokoju, bo ktoś zapukał do drzwi. Poszłam i otworzyłam.
-CO SIĘ TU KURWA DZIEJE.!!-wbiegł do środka rozwrzeszczany Niall z gazetą, którą wymachiwał w powietrzu.-WIDZIAŁAŚ NAGŁÓWKI GAZET?
-Uspokój się. Siadaj przy stole i gadaj o co chodzi....-powiedziałam melancholijnie i zsiadłam do stołu. Nalałam mleko do miski, zaczęłam jeść. Chrupiąc spojrzałam na blondyna.
-Gadaj..
-Czy ja naprawdę nie zasługuję, żeby być kochanym??
-Co?
-To koniec.
-O co ci Kurwa chodzi??-podkreśliłam mocno słowo, zapewne wiecie jakie...
-Leyla mnie zdradziła.
-No nie pieprz.
-Nie, wiesz... SOLĘ.!
-Z kim?
-To jest najlepszee.... Z jakimś Taylorem Jons'em. Kto to do kuźwy diabła jest?
-Taki młody "piosenkarz". Wstawia filmiki z piosenkami na YT, no i pracuje nad swoim debiutanckim albumem.
-Skąd ty to wiesz?
-Nie wiem... Może dlatego, że muszę pracować z wami, wiedzieć o wszystkich trendach i informować producentów o nowych "gwiazdach"???!-powiedziałam z irytacją.-A gadałeś już z nią?
-Tak. Powiedziała, że kocha mnie, ale nie miałem dla niej czasu, dlatego to zrobiła.
-Przecież dokładnie wiedziała, z kim się spotyka..
-Szkoda słów. Dobrze, że nie zakochałem na maxaa..
-Co jest? Oo... Siemka..-wszedł do jadalni mój zaspany misiek.
-Dzień dobry. Siadaj i jedź. Jest już 9. Musimy się szykować.-wstałam, odniosłam naczynia do zmywarki. Udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy. W ręczniku weszłam do garderoby. Wybrałam sukienkę, i ubrałam się w nią.
Zeszłam do salonu na boso. Widziałam, że brunet sprząta, a blondyn już sobie poszedł.
-Skarbie, wiesz może gdzie ja mam moje kremowe lity?
-Powinny być  w garderóbce na dole.
Weszłam do naszej małej szafy na dole. Zauważyłam je od razu. Wzięłam. Usiadłam w salonie i powoli sznurowałam buty.
-Ja ide się ubrać, a ty idź zobaczyć co u Dan i Liama.
-Okey. Spotkamy się na dole w aucie.
Wzięłam torbę z wieszaka i wyszłam z mieszkania. Skierowałam się do drzwi na przeciwko. Zapukałam, a drzwi otworzył mi Liam w białek koszulce, niebieskich rurkach i beżowej marynarce.
-Hey Lola. Świetnie wyglądasz... Idź do Danielle, bo ona nie wie co założyć.
-Dobra, dobra.
Poszłam na górę. W garderobie zastałam brunetkę w jakiś spodniach i zwykłej koszulce.
-Ciesz się, że jeszcze ci nie widać brzucha i zacznij nosić sukienki. Są najwygodniejsze w ciąży.
-Ale ja nie mam żadnej fajnej sukienki. Ty jak zawsze wyglądasz boskoo...
-Jasneee...-przewróciłam oczami i podeszłam do sukienek.-Ściągaj to, zaraz dam ci ubrania.
-Ok...-uśmiechnęła się.-Jesteś najlepszą przyjaciółką pod słońcem...-ucałowała mnie w polik i wyszła do sypialni.
-Wiemm...
Po chwili szperania znalazłam wręcz idealną sukienkę dla niej. Do tego skompletowałam beżową ramoenskę i zwykłe jasne szpilki na platformie.
Położyłam ubrania na łóżku.
-Zakładaj. Masz piętnaście minut. Czekam z Liamem na dole.
-Okey.
Zeszłam na dół. Wzięłam jeszcze wodę od Li i po chwili usłyszałm szpilki.
-Idzie...
-Idzie w szpilkach?
-Mhmm...
-Mało kto ją na to namawia..
-Wiem.
Ujrzeliśmy ją.
-Łaał...-szczęka opadła Liamowi.
-Dobrze jest?
-J-j-jest b-b-bombaa. Jesczez bardziej cię Kochamm...-podszedł i pocałował ją.
-Nie chcę wam przeszkadzać, czy coś. Ale musimy się zbierać.
-Okey.
Wyszłam z mieszkania. Akurat Zayn stał i czekał na windę. Doszliśmy do niego i po chwili weszliśmy do środka. Zjechaliśmy na -1 (parking). Wsiedliśmy do auta Liama. Mi lekarz zabronił jeździć narazie samochodem, a Zayn ma małe auto, więc jedziemy odrzutowcem Liama. Po około 30 minutowej podróży byliśmy w studiu. Tam czekał już na nas Adam.
-Hey. Za dwadzieścia minut wchodzicie na wizję. Myśleliście nad domem?
-Tak, załatw nam kilka w tej okolicy do obejrzenia.-odpowiedziałam, na co Zayn tylko się uśmiechnął.
-Okey.
Wywiad przebiegł spokojnie...Oczywiście powiedzieliśmy o naszych zaręczynach, z których zdjęcia są w necie już od wczoraj.  Liam i Dan oznajmili, że również spodziewają się dziecka...
Jednym słowem cud miód i orzeszki.

*****

Kolejne trzy miesiące minęły jak ręką odjął. Zayn nigdzie nie wyjeżdżał. Teraz czekamy na poród. Termin mam na dzisiaj. Trochę się boję. Od tego zależy życie dziecka...
Siedzę właśnie ze wszystkimi w salonie. Oglądamy Kocha, Lubi, Szanuje. Nie powiem, uśmiałam się. Niall przeżył rozstanie i nadal jest sam. Harry jest już od dwóch miesięcy sam. Louis też jest bez dziewczyny... Trzeba im coś znaleźć.
-Głodny jestem.-wtrącił Niall.
-Zamówmy pizzę.-dodał Louis.
-O taaak.!-wykrzyczał Harry.
-AAAAAAAAAA.!!-momentalnie poczułam, że się posikałam, a mój brzuch boli mnie jakby miał eksplodować.
-Co jest?-zapytała Dan.
-RODZĘ.!!-zaczęłam się drzeć z bólu.-Booli....
-Do szpitala.-wypowiedział Louis.
Liam, Dan i Harry poszli po moją torbę. Zayn, Niall i Louis pomogli mi wstać. Poszliśmy do windy. Szybko zjechaliśmy na dół. Wsiedliśmy do samochodu Louisa.  Dan, Li i Harold pojechali osobnym autem.
Nie wiem ile jechaliśmy, ale zważając na normalną drogę do szpitala Louis pewnie złamał wszystkie przepisy ruchu drogowego.
Już po kilkunastu minutach byłam na sali.
-Będę przy tobie...-usłyszałam jego głos.
-Ojciec dziecka może zostać, a reszta, proszę wyjść.
Wszyscy posłusznie wyszli, ja zostałam z lekarzem, a przy mnie Zayn.
-A więc. Zważywszy, że jelita dziecka rozwijają się poza macicą musimy zrobić cesarskie cięcie...
-Dobrze...
-A więc za jakieś pół godzinki dziecko powinno już być z nami.
Na czas operacji zostałam uśpiona, a Zayn musiał czekać na korytarzu. gdy obudziłam się w sali, w której wcześniej leżałam widziałam wszystkich siedzących na krzesłach i gapiących się w ściany, sufit bądź podłogę.
-Gdzie mały?-zapytałam cicho.
-Jeszcze go operują.-odpowiedziała Dan.
Podniosłam się chcąc wstać, aż tu nagle zatrzymał mnie okropny ból brzucha, a raczej jego skóry.
-Nie ruszaj się. Szwy muszą się zagoić.-podszedł do mnie mój mulat.
-Kocham cię.-powiedziałam, a on przybliżył się do mnie i mnie pocałował.
Odsunęłam twarz od jego twarzy, a w drzwiach zauważyłam go.....
_

Wiem, jestem podła...
NN postaram się w piątek, bądź sobotę.
KOMENTUJCIE, bo to dla mnie bardzo ważne co sądzicie o moich notkach.
Wszystkie uwagi przyjmuję i staram się ewentualne błędy poprawiać.
Nie zapominajcie o ankiecie...
GŁOSUJCIEEEE.!!!!!

środa, 3 października 2012

9.

Rano obudziłem się cały spocony. nie wiem, co się stało, ale miałem koszmarny sen. Było w nim, że nasz mały Nathanek zginął, a Lola mnie zostawiła. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak dalej potoczyłoby się moje życie. Spojrzałem na budzik, była za piętnaście 8. Szybko ubrałem jakieś ciuchy i wyszedłem biegać. Muszę oczyścić umysł. Nie rozumiem, dlaczego wszyscy uważają, że jestem nieodpowiedzialny i jestem egoistą. Rzeczywiście jestem inny, i właśnie to podoba mi się w niej najbardziej. Dla niej jestem zwykły, ale zarazem ten jedyny. Jestem pewny swoich uczuć, więc muszę to zrobić. ZROBIĘ TO.! I to zaraz po przylocie, przy wszystkich. Niech wiedzą, jak bardzo ja kocham. Wróciłem do hotelu. Pokój dzieliłem z Liamem... On i Dan właśnie się dowiedzieli o nadchodzącym również ich potomku.. On to przeżywa, ale dobrze, że radośnie. Dan właśnie dzisiaj wraca do Loli. mam nadzieję, że u niej wszystko dobrze. nie odezwała się już od dwóch dni. pewnie moi rodzice ją maltretują.
Gdy wszedłem do środka Dan siedziała na moim łóżku, obok niej Li. Trzymała mój telefon i miała zaszklone oczy. od razu było widać, że coś jest nie tak.
-Hey mała, co jest?-podszedłem do niej.
-Lepiej usiądź.-przerwała.-Dzwoniła twoja mama, więc odebrałam i chciałam jej powiedzieć, że oddzwonisz., ale....
-Co? Coś z Safą? Gadaj.!-wkurzyłem się na maxa, że zacina się własnie w takim momencie.
-Nie. Z Lolą. Miała wypadek.
-C-C-C-CO?-usiadłem na podłodze nie wiedząc co ze sobą zrobić. Cały świat zawala mi się w jednym momencie. Wiem, że może niektórzy pomyślą, że to trochę głupie, ale zacząłem płakać.
-Hey, będzie dobrze. Nic im nie jest.-przytuliła mnie, a za nią zrobił to Daddy.
-Powinieneś do niej jechać. Narazie jest w spiączce, ale jeżeli chcesz to jedź. My sobie sami poradzimy.
-Chciałbym Liam, ale wiem, że ona tak samo jak Adam pilnuje naszej kariery i chciałaby, żebym dokończył to, co zacząłem. A poza tym ma tam świetną opiekę, ja jej w niczym nie pomogę.
-Jak chcesz, Dan ma za godzinę samolot.
-Pojadę do niej i się nią zaopiekuję.
-Dobrze, ale informuj mnie o wszystkim.-przytuliłem jeszcze raz brunetkę, po czym wzięła walizkę i wyszła z Liamem z pokoju.
Położyłem sie na łóżku i zadzwoniłem do Waliyah. Po dwóch sygnałach już odebrała.
Ale chwila...
-Mama?
-Zayn. Dobrze, że dzwonisz. Właśnie miałam...
-Mamo, co się stało? Czemu odebrałaś jej telefon?
-No bo widzisz, Waliyah jest teraz na badaniach.
-Co?
-Ona, Lola i Doniayh miały wypadek. Loli nic nie jest... W zasadzie tylko jest jesczez w śpiączce.. Don już wróciła do domu, a Wal musi mieć łamaną chirurgicznie kość. Teraz jest na prześwietleniu.
-Mamo...
-Słucham skarbie?
-Tęsknię za nią. Dokończę to, co zacząłem i wrócę do was.
-Dobrze.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę, po czym wyłączyłem telefon. Była godzina wpół do dziesiątej, a ja już chciałbym by ten dzień się skończył.

* Dwa tygodnie później *

To właśnie dzisiaj wracam, wracam do niej. W końcu.!  Z samolotu wystrzeliłem jak z procy, biegłem przed siebie, aż w końcu zauważyłem mój ideał. Dzisiaj w Londynie było gorąco, był środek lata. Ona stała tam i czekała na mnie. Boże jakim ja jestem szczęściarzem.!!
-Kocham cię.!!!-podbiegłem do niej, i zakręciłem w górze.-Ciebie też.!-pocałowałem jej brzuch, który teraz był dwa razy większy niż przed wyjazdem.
-Głupek.! Kocham cię mocniej...-powiedziała ze śmiechem, po czym jej wargi dotknęły moich.
-Mam tylko jedno pytanie.-powiedziałem, gdy wszyscy łącznie z naszymi przyjaciółmi się uspokoili.
-Słucham.?-zapytała.
Pokiwałem głową do chłopaków, którzy mi w tym pomagali. Uklęknąłem i wyciągnąłem czerwone pudełeczko z pierścionkiem.
-Lolu, czy uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na ziemi i zostaniesz moją drugą połówką na zawsze?
-Głupku ty mój.! Oczywiście, że tak...!-wykrzyczała, i zanim się obejrzałem całowałem ją namiętnie, a inni (przechodni, chłopacy, fanki, fotoreporterzy) klaskali nam. Nie obyło się bez błysków fleszy. Już po kilkunastu minutach jechaliśmy do domu. Z powodu długiego lotu, to ona prowadziła. Cały czas uśmiechała się i cieszyła.
To jest nieziemski widok.!
Gdy wróciliśmy w domu czekał na nas Adam, moja mama, tata oraz siostrzyczki.
-Zayn.!-wykrzyczała jako pierwsza Safa, która już kleiła się do mnie
-Siema młoda...!-przytuliłem ją, później siostry, potem tatę, a na końcu moją rodzicielkę.
-Obiad gotowy.! siadamy.!-wykrzyczała Waliayah wychodząc z kuchni z wielkim garnkiem i kładąc go na stole.
-Witaj Adam.!-przywitałem się z managerem.
-Muszę z wami chwilę pogadać.-wskazał na mnie i Lolę.
-Ok. To chodźmy na górę.-odpowiedziała moja mała brunetka.
Poszliśmy na taras. Ona usiadła na krześle, Adam na drugim, a ja stałem nad nią i patrzyłem na naszego zsiwiałego managera.
-Co jest?
-Jutro macie wywiad.
-Super, chłopacy już wiedzą?
-Nie, tylko wy plus Liam i Danielle.
-Dlaczego?-zapytała Lola.
-Musicie powiedzieć, a raczej ogłosić o zaręczynach, z których bardo się cieszę i wam gratuluję. No i oni muszą powiedzieć o ciąży.
-Dziękujemy.-odpowiedzieliśmy równo.
-Musimy pogadać co w sprawie domu. Chłopacy, czyli Liam, Harry,Niall, Louis kupują domy obok siebie za obrzeżami miasta w zamkniętej dzielnicy. A wy?
-Myślałem nad tym, ale nie chciałem decydować sam.-przyznałem
-Pogadamy nad tym i damy ci jutro znać.
-Dobrze, to ja już będę się zbierał.
-Ok, to do jutra.!
Odprowadziłem go do drzwi, po czym usiałem z najbliższymi do obiadu. Po udanym posiłku rodzice musieli się zbierać. Więc zostaliśmy sami.
-Brakowało mi ciebie.-powiedziałem patrząc na nią, gdy oglądaliśmy film na kanapie wtuleni w siebie.
-Mi ciebie też. Nawet nie wiesz jak tutaj było pusto.
Wieczór minął nam spokojnie. Około dziewiątej Lola poszła się myć, a ja odebrałem meila od Adama. Wywiad jest zaplanowany na jutro na 11 rano. Będzie to w telewizji śniadaniowej.
Gdy z łazienki wyszła Lola, ja wszedłem po niej. Kiedy wróciłem, ona już słodko spała. Położyłem się obok niej, przytulając się do niej i zasnąłem.

_
No cóż. Ten rozdział tak jak obiecałam powstał z perspektywy Zayna.
Myślę, że jesteście ciekawi jak to się potoczy dalej...
Wszystko niby jest świetnie, ale niestety coś musi się wydarzyć...
Jak myślicie co to będziee?

+GŁOSUJCIE W ANKIECIE.!

Natalie Malik.<3

poniedziałek, 1 października 2012

8.


Dwa miesiące później.
Od poznania prawdy o moich rodzicach minęły już trzy miesiące. Z Simonem nadal mam stały i nieprzerwalny kontakt. Był, jest i będzie dla mnie kimś ważnym. Ja wraz z Zaynem jesteśmy nadal zakochaną w sobie parą i oświadczyliśmy światu o nadchodzącym dzieciątku.
Był już 5 miesiąc mojej bardzo męczącej ciąży. Ten okres powinien być szczęśliwy i jedyny w swoim rodzaju. Mój był bardzo radosny, zarazem smutny no i zaskakujący. Dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że będę miała synka. Chłopcy przed wczoraj wrócili z trasy po USA.
Bardzo za nimi tęskniłam, ale najbardziej za moim brunetem. Rano obudziły mnie promienie słońca. Chcąc wstać zauważyłam, że znowu jestem sama, bo jego nie ma już w łóżku.
Wstała, założyłam na siebie szlafrok, który wisiał na krześle koło komody. Zeszłam na dół, a tam siedział już cały zespół z Danielle i nową dziewczyną Nialla-Leylą, którą poznałam jakiś miesiąc temu. Jest całkiem miła.
-Hey kotku.-pomachał mi Zayn, który siedział pomiędzy Louisem i Harrym.-Chętnie bym cie pocałował, ale chłopaki mnie ściskają.
-Zapamiętam to sobie...-pomachałam mu palcem groźnie, a reszta zrobiła "uuu...". Następnie skierowałam się do kuchni. Na talerz nałożyłam sobie trzy kanapki z nutellą, dwa duże ogórki kiszone, do tego sok pomarańczowy. Usiadłam obok Dan na kanapie. Od razu wzrok wszystkich skierował się na mnie.
-Lola, co ty jesz?-zapytał Liam
-Śniadanie.-odpowiedziałam i dalej oglądałam film, który leciał.
-Ale, to niezbyt smaczne połączenie.-odparł Lou.
-Mi tam smakuje.-powiedziałam zajadając ogóraska.-Jakie plany na dzisiaj?-zapytałam.
-Ja z Dan, Niallem i Leylą idziemy pograć w golfa.
-No, a my kochanie jedziemy na zakupy...-oznajmił Zayn.
-Coo?
-Tak tak....
-Skarbieeee.... Ale mi się nie chce chodzić.!-zrobiłam smutną minkę.-Mam lepszy pomysł.
-Jaki?-zaciekawił się brunet.
-Pójdziemy do szkoły rodzenia.-uśmiechnęłam się.
-Co?
-To samo. To już 5 miesiąc. Za jakieś cztery będziesz ojcem.
-No, ale to jeszcze duużo czasu...
-A może pojedziemy na jakiś urlop całą paczką?-zaproponował Harry.
-Loczuś, to świetny pomysł. Znajdź jakieś fajne miejsce.
-Okey, przedstawię wam moją nową dziewczynę.
-To ty masz dziewczynę?-zapytał Liam, co u wszystkich wywołało kupę śmiechu.
-Wyobraź sobie, że tak.
-Dobra, dobra.
Ja poszłam się ubrać. Gdy zeszłam na dół, na kanapie był tylko Zayn, który gadał z kimś przez telefon.
-Mhm... dobra, ja kończę.....no czekam.....Papap,... Kochamm was.
-Kto dzwonił?
-Moja siostra.
-Co chciała?
-Chce nas odwiedzić, i koniecznie ciebie poznać."
-Mhm... Idziemy? Harry dał nam tylko czas do 15.
-Czemu?
-Bo dzisiaj oglądamy u niego horror.?
-Aaa, no takkk... Zapomniałem...
-Dobra, dobraa..
Poszliśmy na zakupy. oczywiście, jak to z nim nie obyło się bez komentarzy. Oczywiście spotkały nas też fanki. O dziwo chciały zdjęcia również ze mną. Do domu wróciłam po 12, a Zayn jeszcze poszedł po jakieś jedzenie. Gdy wrócił ja zdążyłam posprzątać po kotce, którą wzięliśmy od mojej koleżanki ze szkoły, bo urodziły jej się młode. Po chwili do mieszkania wpadł brunet z loczkiem.
-Kochanie....-zaczął mulat.
-Co jest?
-Nie spodoba ci się too...-dodał Harold.
-Co jest?-zapytałam siadając na sofie.
-Musimy wyjechać.-powiedział Zayn.
Te dwa słowa obijały mi się w głowie z wielokrotnym echem.
-Gdzie?
-Do Hiszpanii.
-Na ile?
-3 tygodnie. Przepraszam cię.. Nie mogę zostać.
-Poradzimy sobie.-położyłam dłoń na jego policzku, po którym pociekła łza.-Kocham cię, to najważniejsze...
-Ja ciebie też.-odpowiedział tym swoim ochrypłym a zarazem męskim głosem.
Nim się obejrzałam za Zaynem stali już wszyscy.
-Ty też jedziesz?-zapytałam Danielle.
-Tak, ale tylko na tydzień, bo później mam zajęcia, więc będę przy tobie..-podeszła i mnie przytuliła.
-Ajć.-szepnęłam, niestety wszyscy usłyszeli.
-Wszystko dobrze?-zapytał Daddy.
-Mhm... Tylko kopie.
-Możemy dotknąć?-zapytali chórem.
-Jasne.-podciągnęłam koszulkę. Momentalnie poczułam ich ręce na moim ciele.

-Będę za wami tęsknić.-ostatni raz przytuliłam ich do siebie. Oczywiście najdłużej z Zaynem. Obdarowałam go namiętnymi po czym zniknęli mi w tłumie ludzi do odprawy. Weszłam na taras i po 15 minutach widziałam jak ich samolot startuje. Na lotnisku jak zawsze było pełno fanek i fotoreporterów. Wychodząc zaczepiła mnie jedna z Directionerek.
-Dlaczego z nimi nie lecisz?
-Nie mogę. Moja ciąża jest zagrożona, i muszę być blisko domu.
Siedząc w Milk Shake City zadzwoniła do mnie mama Zayna -Trish. Bardzo ja lubię. Jest miła i świetnie mnie rozumie.
-Witaj Trish.
-Hej Lola. Co dzisiaj robisz?
-Nic szczególnego. Właśnie będę jechać do domu.
-A może wpadniesz do nas na kilka dni? Nie będziesz sama w domu.
-Bardzo chętnie. Zaraz się spakuję i do was wyjadę
Wróciłam do domu, spakowałam do torby podręcznej najpotrzebniejsze rzeczy i kilka ubrań.
Wsiadłam do samochodu, i  już po 1,5 godzinie byłam u Trish.
-Hey wszystkim.-przywitałam się wchodząc do salonu.
Ich dom jest malutki, ale bardzo przytulny. Zazdroszczę im rodzinnej atmosfery. Ja nigdy takiej nie miałam. wychowywałam się praktycznie sama, bez mamy. Był tata, ale on się mną nie zajmował, dlatego wiem, co chcę zapewnić mojemu synkowi.
-Lola.!-wykrzyczałam najmłodsza z rodziny, Safaa.
-Młodaaa.!-przytuliłam się do niej, po chwili podeszły do mnie Doniyah i Waliyah.
-Hey, co u was?
-Dobrze, a u ciebie? Jak synek?
-Świetnie, mocno kopie.-uśmeichnęłam się.
Na końcu przywitałam się z jego tatą.
-Witaj Lola. Mam nadzieję, że jesteś głodna.
-Jasne.
Zasiedliśmy do stołu, po czym pomogłam Trish posprzątać.
Wycierając naczynia patrzyłam ukradkiem na telefon wyczekując telefonu od Zayna.
-Tęsknisz za nim?
-I to bardzoo. Niby, nie widzę go tylko 6 godzin, ale chciałabym, żeby był przy mnie.
-Będziesz dobrą żoną.
-Może... Ale my jeszcze o tym nie myślimy.
-Wiem, wiem. tak tylko mówię. Ale wiedz, że dziecko zbliży was do siebie jeszcze bardziej. Ciesze się, że spotkał własnie ciebie, bo jesteś niesamowita.
-Dziękuję ci. Ja za to chciałabym mieć taką mamę jak ty.
-Ojjj.-podeszła i przytuliła mnie.
Wieczór minął mi na graniu z Safą w warcaby. Około 9 poszłam do pokoju Zayna, gdzie miałam spać. Weszłam do środka. Ściany były szare, a jedna z nich była jasnoniebieska. Po prawej stronie pod ścianą stoi duże łóżko dwuosobowe, po jednej stronie komoda, a po drugiej   jest wielkie okno zasłonięte czarnymi zasłonami. Na przeciwko łóżka stoi gitara, biurko z laptopem, a nad nim na ścianie pełno zdjęć. Wiele z nich jest Zayna z jego siostrami. Na jednym jest on sam po zakończeniu X factora. Wygląda na nim nieziemsko. Jego uśmiech, jego paczadła, jego włosy. Wszystkie te elementy składają się w idealną całość. Położyłam torbę na łóżku i poszłam do łazienki. gdy wróciłam zauważyłam sms na moich iPhonie. Był od mojego bruneta:
"Kotek, wejdź na skeypa.;* Z xxx"
Wzięłam laptopa, z biurka. Zalogowałam, się i nim się obejrzałam on już do mnie dzwonił.
-Witaj śliczna...-zaczął.-..Ey, gdzie ty jesteś?
-U ciebie w pokoju.
-A co ty tam robisz?
-Twoja mama mnie zaprosiła na kilka dni.
-To super, że nie będziesz sama.
-Noo. Ale już mam dosyć twojej siostrzyczki.-wybuchnęliśmy śmiechem.
-Jak wam minął dzień?
-A nawet dobrze, mięliśmy mały koncert, jutro mamy promocję płyty i potem spotkanie z fanami.
-To super.
-No, a to jest nasze lustereczko... O Lola.! No i nasze lustereczko gada ze swoją dziewczyną. Dziewczyną? Sorki, narzeczoną.-wjebał się Harold z laptopem, akurat teraz musiał robić Twitcama.
-My nie jesteśmy zaręczeni.-odpowiedzieliśmy mu równo...
-No dobra, dobra.. Ale to tylko kwestia czasu.-odpowiedział i odszedł.
-Co jemu odwala?
-nikt nie wie...
-Tęsknię...
-Ja też. Nie masz pojęcia jak bardzooo.
-Idę spać, bo jestem zmęczona...
-To dobranoc, my też się za chwilkę kładziemy. Pappapa.
-pa...
Odłożyła laptopa na miejsce, weszłam pod kołdrę i poszłam spać.
Następnego dnia obudziła mnie Waliyah.
-Hey Wal.-przywitałam się z nią.
-Siemka. Jadę z Don do centrum jedziesz z nami?
-Jasne. Z chęcią.
-To zejdź na dół tak za 40 minut.
-Okey.
Wyszła, a ja wstałam, odbyłam toaletę i ubrałam się. Po 25 minutach byłam już na dole w kuchni. Zjadłam kilka kanapek, wypiłam herbatę. Wróciłam jeszcze do pokoju po torebkę i zeszłam na dół.
-Gotowa?-zapytały.
-Już, tylko założę ramoneskę.
-Okey.
-Wzięłam kurtkę i wyszłam przed dom. Wchodźcie.-otworzyłam samochód.
Usiadłam za kierownicę i odpaliłam silnik. po chwili już jechałyśmy w stronę centrum miasta.
-Co u was? Macie kogoś?
-Ja jestem z Rickiem.-odpowiedziała Waliyah
-O... Jak długo?
-No już 4 miesiące.
-Gratulacje, a ty Doniyah?
-Byłam z kimś, ale teraz chcę być sama. Będę niezależną kobietą.
-Mhm...
Włączyłam radio, akurat leciała piosenka chłopaków WMYB. Wszystkie rozkręciłyśmy się na maksa. Od razu Wal odwróciła się do tyłu i zaczęła czegoś szukać. Stanęłyśmy na światłach, bo było czerwone. Odwróciłam się do niej. jedyne co pamiętam, to to, że zauważyłam jadącą na wprost nas ciężarówkę.

_

Co wy na to?
Wiem, wiem. dawno nie dodałam rozdziału, ale to przez urodziny, które wyprawiałam w sobotę. Mam nadzieję, że ten się spodoba...
NN może jutro, albo w środę. Główną rolę w niej odegra Zayn, bo to z jego perspektywy będzie rozdział. Wiele się w nim wydarzy, wiele niestety złych rzeczy....
Chyba was trochę zachęciłam...

Zrobiłam nową ankietę, czy założyć kolejnego blooga. GŁOSUJCIEEE...!

Natalie Malik.