poniedziałek, 12 listopada 2012

24.

-No bo widzisz....
-Mów w końcu.
-Bo ja się w tobie kochałem.
-Co?
-No bo pamiętasz jak kiedyś się poznaliśmy przed twoim stażem?
-I co?
-No bo wtedy zabujałem się w tobie, ale ty wyraźnie powiedziałaś, że chcesz mnie mieć jako przyjaciela.
-Bo myślałam, że ty też tego chcesz....
-Mogłem powiedzieć ci co czuję.
-Mogłeś, ale tego nie zrobiłeś. Teraz jestem szczęśliwa i na prawdę cieszę się, że mam ciebie. Jesteś dla mnie jak brat. Nie psujmy tego...
-Ja ciebie też kocham siostrzyczko.-przytulił mnie swoim ciepłym ramieniem i pocałował w czoło.
-Mój Louisek...-wtuliłam się w jego tors, co okazało się błędem.
-Co wy tuu...? Louis? Jak możesz? Ty, mój przyjaciel??
-Zayn, co ty tu robisz?
-Ja? Ja właśnie widzę jak znowu mnie zdradzasz. Jaki ja głupi zaufałem tobie. Uwierzyłem, że to był błąd, że mnie kochasz.!-gdy krzyczał te słowa, pod miną twardziela widziałam małego bezsilnego chłopca, którego po raz kolejny skrzywdziłam. Nie dało się nie zauważyć jego łez, które powoli spływały po jego lekkim zaroście. Oczywiście za mulatem wyszli nasi przyjaciele, którzy zapewne słyszeli krzyki.
-To nie tak.! Nie wiesz nawet o czym mówiliśmy, a już wysuwasz wnioski.! Wiesz, że nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił.!-naskoczył na niego brunet.
-Tak? Taki mądry?
-A co?
-Ey, przestańcie.-próbowałam się wydostać z pomiędzy ich ciał. Na zimnym powietrzu, które było wszędzie doskonale czułam ich oddechy blisko mojej głowy. Skakali do siebie już nie jako przyjaciele. Ja to popsułam. Popsułam więź, która ich łączyła. Nie zdążyłam odepchnąć ich od siebie, a już poczułam jak Zayn wali z pięści w twarz bruneta, przy tym pchając moje ciało na zaspę śniegu. Niestety trafiłam źle, ponieważ była tam rzeźba gipsowa o którą uderzyłam głową. Sami zaczęli się bić. To było okropne. Nigdy sobie nie wybaczę tego co popsułam. Momentalnie podbiegły do mnie dziewczyny, pomogły mi wstać. Gdy moje ciało przyzwyczaiło się znów do pozycji pionowej widziałam zakrwawioną twarz Louisa oraz cieknącą z nosa mulata, których przytrzymywali ich przyjaciele.
-O co chodzi?-jako pierwszy się odezwał się Liam, który spojrzał na mnie.-Jezu, co ci jest?
-Co?-zaczęły spoglądać na mnie twarze wszystkich.
-Leci ci krew.-Taylor szybko otarła mi strużkę, która ciekła zapewne z czoła, które strasznie mnie bolało. Widziałam już tylko jak moi przyjaciele o coś się kłócą, potem pamiętam jak Niall niósł mnie do auta i jego ostatnie słowa: "Wszystko będzie dobrze.".

*Perspektywa Liama*
-Ja pierdolę, co wy jej zrobiliście? Dosyć, że sami jesteście nieźle poturbowani, to jeszcze ona... Za trzy dni mamy święta, to nie jest najlepszy czas na jakieś sprzeczki.
-Witam, jesteście jej rodziną?-zapytał nas lekarz po polsku, lecz my nic z tego nie zrozumieliśmy.
-Jestem kuzynką Loli.-podeszła do siwiejącego lekarza Natalia.- Co z nią?
-A kim oni są?
-To są moi i jej przyjaciele, są jak rodzina.
-No dobrze. Na razie nic nie mogę państwu zagwarantować. Jedyne co wiemy to, że ma wstrząśnienie mózgu i śpi, nie wiemy jak długo to może potrwać i jakie są urazy tego wypadku.
-Możemy do niej wejść?
-Tak, ale tylko na kilka minut. Jutro odwiedziny są od ósmej rana do 16.
-Dobrze, dziękujemy.-odwróciła się do nas.
-I co jest?-zapytali równo Malik i Tomlinson.
-Chodźcie.-kiwnęła głową i weszliśmy wszyscy do sali. Usiedliśmy wszyscy wokół Loli, która najwidoczniej spała.
-Powiesz coś w końcu?-zapytał ją Zayn.
-No więc. Lola doznała wstrząsu mózgu bo upadła uderzając głową o rzeźbę. I na razie nic lekarze nie wiedzą, bo śpi i mu musimy czekać. Nie wiadomo kiedy się obudzi.
-A święta?-zapytał Niall.
-Przez tych debili,-wskazała na chłopaków.-będą takie, jakie będą.
Siedzieliśmy tam z Lolą dość długo, jednak w końcu zrezygnowaliśmy i wróciliśmy do domu. Następnego dnia ponownie pojechaliśmy do niej około czternastej po obiedzie.
-O co wam poszło?-zapytałem na Malika, który cały czas siedział przy Loli a po przeciwnej stronie na krześle siedział Lou.
-Nie moja wina, że cały czas kręci się wokół Loli.
-Co?-wtrąciła Nat.
-Nic, takiego skarbie. On ma paranoję.
-Tak? No to pochwal się nam wszystkim co jej powiedziałeś.
Zapadła dziwna cisza, Louis zbierał się na to, żeby to w końcu wypowiedzieć.
-Louis powiedział, że kochał się kiedyś we mnie.
-Louis?-zapytała go jego dziewczyna.
-To nie ja powiedziałem.
-A kto?-spytała blondynka.
-Ja.-przeleciałem wzrokiem salę i zauważyłem moją przyjaciółkę która próbuje się uśmiechnąć.
-Lolaaa...
-Siemka wszystkim.
-Ale nam stracha napędziłaś...-oznajmił Niall wcinając bułkę.
-Też się cieszę, że was widzę. Co się w ogóle stało, bo niezbyt pamiętam. W ogóle gdzie my jesteśmy..? Bo chyba nie w Londynie....
-No nie, przyjechaliśmy do Polski na święta.
-Już święta?
-A co ostatniego pamiętasz?
-Jak... jak wróciliśmy do siebie i Danielle urodziła.
-No to ominął cię jakiś miesiąc.
-Nieźle..

___
No to tutaj macie rozdział 24.
Nawet nie wiecie jak bardzo się ucieszyłam, gdy zauważyłam aż 3 komentarze pod notką, oby było tak przy tym.
Im więcej komentarzy, tym szybciej kolejne rozdziały...

Pytajcie o wszystko:
www.ask.fm/xnataliemalik

+zapraszam na nowego blooga. Czyta go ktoś..?
www.1d-help-me.blogspot.com

Natalie Malik.<3

sobota, 10 listopada 2012

23.

#20 grudnia#
Obudził mnie budzik w telefonie. Nie powiem, bo jest na prawdę wnerwiający. Brzmi:"Otwórz oczka, pora wstawać. No otwórz oczka...." oczywiście takim słodkim głosem, że jak go słyszę to momentalnie wyparowywuję z łóżka. Wzięłam powód mojej pobudki i rzuciłam go w kąt pokoju.
-Nie tak ostroo bo ścianę rozwalisz....-powiedział, jednak to nie był głos Zayna, lekko się zdenerwowałam bo byłam w lekko prześwitującej piżamce...
-Co ty... Lou! Co ty tu robisz?
-Anna kazała mi ciebie obudzić. Ja z Nat jedziemy na zakupy, a dla ciebie jest inne zadanie.
-Jakie?
-Zobaczysz jak zejdziesz.
"Dobra, dobra. Daj mi pospać."-pomyślałam, ale zaraz na łóżko wskoczył Nathan i skakał po łóżku. Jemu nie mogłam się oprzeć. Mały pobiegł na dół, a ja umyłam zęby, twarz i założyłam ciuchy. Zeszłam, a może raczej człapałam? Tak, nie wątpliwie człapałam się po schodach na dół.
-Dzień dobry kochanie.-podszedł do mnie i pocałował, gdy weszłam do kuchni.
-Pasują do siebie...-powiedziała babcia po cichu lepiąc pierogi.
-Noo, tylko muszą nas wszyscy częściej odwiedzać.-odpowiedziała jej ciocia, która robiła jakiś placek.
-Słyszę was i rozumiem...-skierowałam wzrok na ciocię.
-Jesteśmy.!!-wykrzyczał, zapewne Harry, bo po chwili stał w salonie z moim wujem trzymając ogromne pudło.
-Co to?
-Jak to co, kupiliśmy bąbki, i inne duperele.
-Super. Ja jadę na zakupy.-wzięłam moją torbę i kluczyki, które leżały na komodzie.
-Kochanie, Louis zostawił do ciebie jakąś kartkę.-powiedział mulat, gdy podawał mi kartkę zgiętą kilka razy na pół. Otworzyłam, a w niej krótka notka: "Odbierzesz prezent dla Natalii? Tutaj masz adres." i strzałka na dane. "Tylko to?"-pomyślałam niezadowolona.
-Jedzie ktoś ze mną?-spytałam, gdy Zayn siedział i przyglądał się Nathanowi, gdy bawi się z Silver. Koło niego siedział Liam i Danielle.
-Gdzie?-spytała brunetka.
-Na zakupy. Zakupowe szaleństwoo.!
-Jasne. Daj mi minutkę.-zerwała się z kanapy i pobiegła na górę.
-My też możemy?-zapytali chłopcy równo.
-Ok.-weszłam do kuchni, a tam bez zmian.-Ciociu.... Popilnujesz Silver i Nathanka.? My jedziemy kupić prezenty i inne rzeczy. Potrzebujecie coś..?
-Nie. Wszystko jest.
-Jedźcie ostrożnie.-na koniec wypowiedziała moja babunia.
Wgramoliliśmy się po kolei do wozu.
-Jak daleko są tutaj sklepy?-zapytała brunetka zapinając pas.
-Zależy gdzie chcecie jechać. W miasteczku są jakieś piętnaście minut drogi, a do miasta to jakieś niecałe trzydzieści. O ile dobrze pamiętam....
-To do miasta...!-wykrzyczeli chłopacy i włączyli radio. Trochę się zawiedli bo wszystko mówili po polsku.
-Tey, a co ten język taki trudny.-spytał Liam.
-Ciesz się, że chociaż większość piosenek jest po angielsku.
-No fakt.
Na początku leciała "DNA" Little Mix, ale szybko przełączył ją mulat, bo zauważył moją minę. Na kolejnej stacji posłuchaliśmy "Live While We're Young". Razem z Danielle pariodiowałyśmy chłopaków, a oni sikali ze śmiechu. W skrócie przesłuchaliśmy wiele piosenek. Najlepsze było, gdy chłopacy próbowali powtórzyć coś po spikerze. Po prostu bomba.!
-Nagrałam.!-wykrzyczała Dan, gdy ja wyłączyłam silnik na podziemnym parkingu.
-Co?
-Was, jak się wygłupialiście. Będzie to dzisiaj na tt.
-Spoko... Będzie ubaw po pachy.-wszyscy spojrzeli na mnie wzrokiem "Co ty kurwa mówisz?".
-Tak się mówi w języku polskim.
-Ja cię proszę, ty mów normalnie...-złapał mnie za rękę brunet i szliśmy w kierunku sklepów.
My plus sklepy, to na prawdę złe połączenie.... Tony zakupów, jeszcze więcej odwiedzonych sklepów. Jakieś dwie godziny na to, żeby chłopacy mogli wybrać nam prezenty i oczywiście fani, którzy cały czas za nami chodzili. Jednym słowem masakra..! Zayn obiecał fankom, że będziemy wszyscy dzisiaj na twitcamie. Krótko mówiąc do centrum weszliśmy około 11, a wyszliśmy o 19:32. Zayn uparł się, że chce prowadzić.
-Co to kurwa jest? Nie ogarniam jak można mieć kierownicę po tej stronie.
-No widzisz... Przynajmniej się nauczysz.
-Ta jasne..
Szczerze, nie poszło mu aż tak źle. Za piętnaście dziewiąta byliśmy w domu. Dziadki już spali, wuja  i maluchy też. Ciocia z resztą siedzieli i czekali na nas.
-W końcu.! Już się zaczynałam o was martwić.
-Ten głupek uparł się, że chce prowadzić...-wskazałam na mulata, który wnosił torby do korytarza.
-Zanieście je do pokoi.
-Dobrze proszę pani.-powiedzieli obaj z Liamem.
-Mówcie do mnie Anna. "Pani" mnie postarza...
-Ok. Anna.
-Ide się przebrać.-powiedziałam i wczłapywałam się po schodach. Na nieszczęście mieliśmy z zespołem pokoje na drugim pietrze (jakby strychu). Weszłam do pokoju. Zayn chował paczki za szafę,a ja otworzyłam ją i wyciągnęłam ubrania. Ściągnęłam przepocone ciuchy.
-Gdzieś się wybierasz?
-Nie wiem jeszcze.. a co?
-A nic... -podszedł i przyciągnął mnie do siebie obejmując mnie w tali... Zaczął całować po szyi.-Mmm.... Tęsknięę za tyym....
-Tak, ale mój drogi ja jestem w ciąży.-pogłaskałam brzuch, który już był widoczny.
-Wiem...Kocham cię...-przygryzł moje ucho. Od zawsze wiedział, że uwielbiam to.
-Ja ciebie mocniej, ale fani czekają na tt.
-Czekam na ciebie na dole.-wyszedł z pokoju. Ja szybko się ubrałam, wzięłam 'zespołowego' laptopa i zeszłam z nim na dół.
-Zaczynamy?-spytałam wchodząc do salonu, gdzie wszyscy się rozsiedli.
-Noo.
Włączyłam sprzęt, zalogowaliśmy się na koncie całego zespołu, do którego ja mam dostęp i chłopacy. Włączyliśmy ttcama. Na początku było około dziesięć tysięcy wyświetleń,a w końcu dobiło do dwustu tysięcy i cały czas rosło.
Nie powiem, bo robiliśmy sobie totalne jaja. Poszłam do kuchni nalać sobie pepsi, a zaraz za mną poszedł Lou.
-Odebrałaś?
-Jasne. Mam u siebie w torbie.
-Widział to ktoś?
-Nie. Nie masz się o co martwić.
-Chodź się przejść....
-Nooo
-Proszeę.
-Ok. Ale tylko na chwilę.
Wyszliśmy na tył domu, gdzie jest mały "park". Usiedliśmy na jakiejś ławce.
-Ładny księżyc, co?
-Może być. Po co chciałeś się przejść?
-No bo....
-Gadaj, jesteśmy przyjaciółmi.
-Kiedyś, nie byłem z tobą szczery.
-Jak to? O co ci chodzi?
-No bo widzisz.....

__
To tyle.
Wiem, że długo nic nie dodawałam, ale to przez brak weny i malo czasu wolnego.
Postaram się wbijać przynajmniej trzy razy w tygodniu, ale tylko jeżeli będą komentarze pod notkami.
No to pytajcie mnie o wszystko, notki, moje plany i na co macie tylko ochotę.
www.ask.fm/xnataliemalik

Natalie Malik.<3

poniedziałek, 5 listopada 2012

22.

-To mojeee.! Ja chcę koło oknaa.!-zacząc się wydzierać Niall na Louisa, który właśnie siadał przy oknie.
-Daj spokój...
-Nooo. -usiadł wygodnie blondyn na fotelu, a obok niego Harry.
Po drugiej stronie miejsce zajął Lou z Natalią, za nimi Liam i Danielle, którzy siedzieli z małą Silver. Ja z Zaynem i małym Nathankiem zajęliśmy miejsce na przeciwko nich.
-Lecimy do Polskii kochanee.!-wykrzyczał marchewkowy, gdy wyświetlił się napis z prośbą o zapięcie pasów.
-Zamknij się debilu... Idę spać.-odpowiedział mu mulat, który układał się do snu.
-No własnie.-dodał blondyn przed nami.
-"Prosimy zapiąć pasy, zaraz startujemy. Powiadomię państwa, gdy będziecie mogli rozpiąć pasy bezpieczeństwa."
-Ja pierdole, że im to się nie nudzi...
-Co Harry?
-No bo za każdym razem przed startem mówią to samo. Jakby człowiek był jakiś głupi czy coś w tym stylu... Jeszcze ten migający napis.-wskazał ręką na tablicę z prośbą o zapięcie pasów.
-Bądźmy wyrozumiali....
-Łatwo mówić.

#jakiś czas później#
-Tutaaaj.!-zaczęła krzyczeć niska brunetka pod trzydziestkę, a obok niej stał jakiś starszy mężczyzna. Kobietę łatwo było poznać, bo jest bardzo podobna do mojej mamy...
-Mamoo.!-wykrzyczała moja kuzyneczka i pobiegła przywitać się z rodzicielką. Nathana wziął Zayn, dzięki czemu mogłam przywitać się z ciocią.
-Mamo, to jest Lola.-pokazała na mnie Nat.
-Lolaaa, skarbiee... Ale wyrosłaś...-podeszła i przytuliła mnie.
-Cześć ciociu.
-Jejku, to jest chyba twoja pierwsza wizyta od....-zamyśliła się.- odkąd wyjechałaś mając zaledwie 7 lat.
-No... To już 13 lat. Dużo się tutaj zmieniło.
-Wiem. Ty również. A co to za przystojniaki.?
Ja z Natalią i jej mamą rozumiałyśmy wszystko jednak to było lekko zabawne, ponieważ chłopacy patrzyli na nas jak na idiotki.
-Ciociu oni nie umieją polskiego...
-Ah tak... To dobrze, że umiem angielski.
-Mamo, to mój chłopak Louis.-wskazała Natalia na chłopaka, a ciocia przywitała się z nim po angielsku. Nie wiem, czy wspominałam, ale ciocia Anna jest anglistką.
-To Harry, Niall, Liam, jego narzeczona Danielle i ich córeczka Silver.
-A to?-zapytała po polsku spoglądając na mnie i swoją córkę.
-To jest mój narzeczony Zayn i nasz synek.-wskazałam na mulata i dziecko, które trzymał na rękach.
-Na prawdę? Ojjj, jaki słodki bobas. Jak go nazwaliście?
-Natahan.
-Ooo. Ładnie.-zwróciła się do niego.-Witaj Zayn w rodzinie.
-Dzień dobry. Miło panią poznać.-pocałował ją w dłoń tak jak każdy z zespołu.
-Dobra dzieciaki, chodźcie do samochodów. Czeka nas kawałek drogi.
-Jak daleko?-zapytał Niall znużony już czekaniem na nasze jedzenie.
-Około godziny....-odpowiedziała mu ciocia prowadząc nas korytarzami do auta.
Ja, Zayn, Nathan, Louis, Natalia, Harry i Ciocia jechaliśmy jednym samochodem, a drugim jechali Liam, Danielle, Silver, Niall i wuja. Wuja również płynnie mówi po angielski, dzięki czemu nie mają problemu, żeby się z nami porozumieć. Całą drogę gadaliśmy z Anną o tym co w rodzinie, co u nas....
Po czterdzieściu pięciu minutach byliśmy pod domem, który kiedyś należał do mojej mamy i taty, ale oni przepisali go na mnie. Gdy skończyłam osiemnaście lat zostawiłam go, bo była to jedna z niewielu pamiątek po mojej rodzicielce. Nie był on wielki, ale wystarczający, aby pomieścić nas wszystkich. Ma trzy piętra, na każdym po cztery pokoje. Czyli łącznie 12 pokoi. Mama zazwyczaj robiła tutaj nasze rodzinne święta. Wszyscy się zjeżdżali i mieliśmy miłą atmosferę. Wysiedliśmy z aut, całe One Direction było zaangażowane i wnosili do środka walizki,a  my tylko stałyśmy i podziwiałyśmy...
-Co im się stało?-zapytała Danielle patrząc na chłopaków, którzy tak chętnie ingerowali do pomocy.
-Nie wiem.
-Chyba coś brali...-podsumowała Natalia. Zaczęłyśmy się śmiać i weszłyśmy do środka. Silver i Nathan siedzieli w salonie na kanapie i oglądali telewizje. Wujek Adam pokazał chłopakom, gdzie mają zanosić torby, więc korytarz nie był zagracony.
-Pierwszy raz widzę taką zimę...-zaczął Zayn, który był zmachany.
-Taka prawdziwa...-dodał Lou tuląc się do Nat.
-Dawajcie jedzenie.-wparował blondyn.
-Rozbierajcie się, jedzenie już na stole.-weszła nam w śmiech ciocia Anna.
Weszliśmy wszyscy do jadalni, tam zauważyłam siedzących przy stole dziadków, czyli rodziców mojej mamy.
-Babciu...-podeszłam do niej a ona zaczęła się uśmiechać.
-Moja mała Laluniaaa.-przytuliła mnie i nie dało się nie zauważyć jej łez.
-Tęskniłam.
-Ja też.
-Dziadziuuu...-podeszłam do drugiego, który również płakał.
-Tęskniliśmy za tobą mała.
-Ja za wami bardziej. Babciu, dziadziu, to są przyjaciele moi i Natalii. Oni są z anglii i nie umieją polskiego.
-Nic nie szkodzi. Ważne żebyśmy w święta byli z ludźmi których kochamy...-kiwnął ręką dziadek.
-To Harry, Niall, Louis - chłopak Natalii, Liam i Danielle oraz Zayn - mój narzeczony.
-Co?
-No narzeczony babciu. Wychodzę za mąż.
-Na prawdę? Kiedy?
-Za dwa miesiące. Miałam wam wysłać zaproszenie, ale woleliśmy dać je wam osobiście.
-Jasne, że przyjedziemy.-wtrącił Zdzisiu (tak ma na imię dziadek).
-Zobaczymy...-zgromiła mnie wzrokiem babcia.
-To jeszcze nie koniec....
-Kogo tu jeszcze przywiało.
-Dziadziu...
-No co?
-To jest Silver, córeczka Liama i Danielle.
-Ale słodka dziewuszkaaa.-zaczęła ją podziwiać Maria (babcia).
-A ten tam dżentelmen?-zapytał dziadek.
-No a to jest Nathan.-wzięłam go na ręce.
-Strasznie podobny do ciebie...
-Wiem dziadku, bo to jest mój synek. Mój i Zayna.
-Co?-wtrąciła Maria.
-To jest mój syn.
-Widać, że twój bo jest bardzo do ciebie podobny...-dodał dziadek.-Siadajmy, do stołu, bo jedzenie wystygnie.
Cały obiad i później czas w salonie czułam na sobie i Zaynie wzrok babci. Wiem jakie ona ma zdanie na temat mojego życia, ale to moje życie i go nie zmienię. Siedzieliśmy właśnie w salonie i weszła do niego babcia.
-Lola, możesz mi pomóc?-spytała, gdy ja bawiłam się klockami z małym.
-Jasne.-Harry zaczął układać klocki zamiast mnie a ja poszłam do kuchni. Jest tam mały stoliczek w kącie na dwie osoby. Babcia siedziała tam i piła herbatę.-Coś się stało?
-Nie udawaj moja droga, że wszystko jest w porządku.
-Wiem co powiesz...
-Na prawdę?
-Ale co ja mogłam zrobić?
-Nie wiem, bo o niczym nie wiedziałam. Skarbie, wiem, że go kochasz. Widać to na kilometr, ale wiesz, że ludzie się zmieniają.
-Wiem, ale ja go kocham. Przeżyliśmy ze sobą bardzo wiele i jesteśmy gotowi na małżeństwo. Mamy synka i jesteśmy razem szczęśliwi...
-No dobrze... Wiem, że czasy się zmieniają, więc nie opowiem ci historii "Kiedy ja byłam w twoim wieku..."-obie się zaśmiałyśmy.
-Będziesz miała jeszcze jednego prawnuka lub prawnuczkę.
-Ojejku... Ile już?
-Już dwa i pół miesiąca.
-Tylko jak będzie dziewczynka daj jej chociaż jedno imię polskie.
-Dobrze....

___
Rozdział niezbyt ciekawy, ale musiałam taki dodać ponieważ jest to potrzebne do rozwinięcia końca....
Widzę, że są tutaj osoby, które nie chcą abym usuwała bloogi.
Mojej decyzji nadal nie zmieniłam.
Jeżeli nikt nie będzie komentował wpisów, to przestanę je dodawać....
Dotyczy to głównie nowego blooga.
www.1d-help-me.blogspot.com

Dziękuję wam za te ponad 2 100 wejść.<3 <3

+ZADAWAJCIE PYTANIA..!
www.ask.fm/xnataliemalik

Natalie Malik.<3

sobota, 3 listopada 2012

ask.fm

Hey.
Specjalnie dla was założyłam konto na ask.fm
oto link:
http://ask.fm/xnataliemalik
Zapraszam do zadawania mi pytań na wszystkie tematy.
Chętnie odpowiem.

Natalie Malik.<3

piątek, 2 listopada 2012

21.


Minęły już dwa tygodnie odkąd wróciliśmy do siebie. na ślub jest wszystko organizowane przez pewną firmę. Zaproszenia rozesłane. Jednak pozostaje jedne koszmar.... Nie mogę znaleźć idealnej sukienki ślubnej.
Jestem już z Wal i Don na zakupach około pięciu godzin. pomimo stert ciuchów szukamy sukienki, jednak żadna nie jest dla mnie perfekcyjna.
Weszłyśmy do domu mody Chanel i w końcu znalazłam prostą sukienkę, której szukałam...
-No w końcu. Już mnie nogi bolą....-narzekała Wal.
-Daj spokój...-weszłam do przebieralni i założyłam suknię. Wyszłam z kabiny i obróciłam się wokół własnej osi.-I jak?
-Cudoo...
-Nie dziwię się, że jest właśnie z tobą.-przytuliła mnie Don.-Jesteś idealna jak ta suknia.
-Jasneee... Nawet ja popełniam błędy.
-Kidy chcecie powiedzieć światu o ślubie i dziecku.?-przerwała nam starsza siostra.
-Nie wiem, ale jakoś w przyszłym tygodniu.
-Będzie dobrze.
-Wiesz.... czasem chciałabym, żeby on nie był sławny, ale właśnie dzięki temu się poznaliśmy...
-Ludzie sławni płacą wielką cenę życiem prywatnym...
-Niestety.
Zakupiłam wybraną sukienkę i wróciliśmy do domu. Obecnie w Londynie mieszka u nas Trish. Chłopacy mają pełno wywiadów, a ja muszę z nimi jeździć. W tym czasie ona zajmuje się przyjęciem weselnym i małym. Jechałyśmy właśnie przez centrum a z radia poleciała najnowsza piosenka chłopaków "Little Things", gdy usłyszałam w niej głos Zayna popłakałam się. Na szczęście nie widział tego nikt oprócz mnie.
-Jesteśmy..!-krzyknęłam wchodząc do mieszkania. Zakupy postawiłam na komodzie w korytarzu.
-Mały śpi. Dzwonił Zayn i mówił, że masz przyjechać do studia.-zaczęła schodząc z piętra.
-Ok. Poradzicie sobie?
-Jasne. Leć.
Wsiadłam z powrotem do mojego audi i pojechałam w stronę dobrze znanego mi wieżowca.

Zapukałam lekko w wielkie drzwi od sali konferencyjnej. Otworzył mi je Louis.
-Siemka. Gotowa?-zapytał wpuszczając mnie do środka. Na początku sali był podest, na którym siedzieli chłopacy, obok Zayna jedno krzesło puste, a obok Nialla Simon. Usiadłam obok narzeczonego, a przed nimi siedziało pełno reporterów z gazet, telewizji i radia.
-Dzisiaj jesteś gwiazdą tak jak my.....-powiedział Liam do mnie na ucho.
-Super.-odpowiedziałam przewracjąc oczyma.
-No dobrze, to zaczynajmy...-zaczął Simon.-Mamy już cały zespół oraz ich agentkę i menagerkę Lolę Cowell.
-Czy to jest pańska córka?-odezwał się ktoś z tyłu.
-Tak, Lola jest moją córką.-odpowiedział uradowany.
-A drugi ojciec?
-Simon jest moim biologicznym ojcem a drugi jest ojczymem...-dodałam widząc zakłopotanie taty.-Ale jesteśmy tutaj chyba ze względu na One direction, a nie na nas.
-Chłopacy, co powiecie na temat waszego nowego albumu?
-To co zawsze... Pracowaliśmy i oto efekty.-zaśmiał się marchewkowy, a za nim cała sala.
-Ale tak na poważnie, to tą płytą chcieliśmy pokazać, że nic się nie zmieniliśmy od czasów udziału w X factor. Nadal jesteśmy tymi samymi chłopakami co wcześniej. Niestety dorastamy, mamy dziewczyny, żony i dzieci....
-Zayn i Lola, jak radzicie sobie łączyć pracę z rodzicielstwem....?
-Jest ciężko, ale wspieramy się i chcemy jak najlepiej dla malucha.
-Oczywiście nie moglibyśmy normalnie żyć gdyby nie pomoc naszych znajomych i rodziny.
-Louis, krążą plotki, że związałeś się z polką, która jest czyjąś rodziną...
-Mhm....
-A coś więcej?
-No więc jesteśmy razem już pięć miesięcy, ona jest niesamowita i na razie chcemy żyć bez gazet.
-Liam, jesteś świeżo upieczonym tatusiem... Jak czujesz się w roli ojca?
-A jak mogę się czuć.... Niesamowicie. Już wiem, dlaczego Zayn chodził taki zadowolony...
-Niall i Harry, podobno jesteście z kimś od trasy koncertowej. Zdradzicie nam chociaż ich imiona?
-Taylor.-powiedział Harry
-I Emily.-dodał blondyn.
-No tak, czyli cały nasz boysband układa sobie życie prywatne...
-Mhm..-pokiwali wszyscy głowami.
Poza pytaniami na temat życia prywatnego było też dużo pytań na temat trasy, płyty i fanów.... Zmęczeni wróciliśmy do domu o siódmej wieczorem. Gdy położyliśmy się w łóżku momentalnie zasnęliśmy.

-Pojedźmy do Polski.-rzucił Louis zajadając kanapkę.
-Zgłupiałeś?-zapytała go Natalia.
-Ale, to jest fajny pomysł...-dodał mulat.
-Jesteście głupi....-odpowiedziałam zanosząc swój talerz do zmywarki.
-No proszę....-Louis zrobił słodką minkę, a Zayn zapapugował.
-Po co?
-Tak sobie, chcę poznać twoje korzenie i odwiedzić tamtejszych fanów.-odrzekł Lou gapiąc się  to na mnie i na Natalię.
-W sumie... to nie jest aż taki zły pomysł.
-Natalia.... Czy ty wiesz co zsyłasz na siebie ściągając ich tam?-zapytałam.
-Daj spokój... Za tydzień są święta, więc możemy je spędzić tam...
-Prosimy...-zapiszczeli równo wszyscy chłopcy.
-Dobra, dobra...
Moja kuzynka wyjęła telefon i wybrała numer swojej mamy...
-Weź na glosnik...-dodał Lou.
-Dobra, cicho siedź...
-Halo?
-Hey mamuś.-zaczęła po polsku. Ja jako jedyna  z obecnych rozumiałam ich rozmowę.
-Witaj córeczko...
-Mamusiu, co byś powiedziała, gdybym na święta zabrała do Polski Lolę i naszych znajomych?
-Wiesz, że nasze mieszkanie jest małe...
-No tak, ale przecież dom Loli jest duży i pomieścimy się tam...
-No dobrze, porozmawiam o tym z babcią, na pewno się ucieszy, że twoja kuzynka nas odwiedzi. Pozdrów ją, ja muszę kończyć. Papa...
-I co powiedziała?-zapytał Lou, a reszta nadstawiła uszu.
-Powiedziała, że możemy....
-Jedziemy do Polskii.!-wykrzyczeli wszyscy razem.
Ja z Nat odeszłyśmy na bok.
-Wiesz, że oni nie wiedzą o dziecku i o tym, że wychodzisz za mąż?
-Wiem, chcę im to powiedzieć...
-Ale zdajesz sobie sprawę co powie babcia na dziecko z facetem z innej religii i jeszcze mimo tego nieślubne....
-Wiem, ale są moją rodziną i chcę, żeby o tym wiedzieli....





____
Jest już 21.
Może i te rozdziały są krótkie, ale podejrzewam, że do końca blooga już takie będą.
Ze względu na czytelniczki przedłużam i Epilog nastąpi bliżej nieokreślonym czasie.
Zapraszam na nowe opowiadanie:
www.1d-help-me.blogspot.com

Liczę na wasze odwiedziny i liczne komentarze. 
Jeżeli nie, usunę obydwa bloogi bez zakończeń...

poniedziałek, 29 października 2012

20.

-Zayn, jestem w ciąży. To drugi miesiąc.
-Co?
-To samo. Jestem w ciąży i to twoje dziecko.
-Wpadłaś i teraz mi wkręcasz, że to moje.
-Pojebało cię? O ciąży dowiedziałam się jak zerwaliśmy. A z Dannym jestem od około trzech tygodni, więc nie ma szans, że to jego. a po drugie nie kochaliśmy się a on jest bezpłodny. Potrzebujesz jeszcze więcej argumentów?
-Czemu mówisz mi to teraz?
-A kiedy miałam ci powiedzieć? Jak się do siebie nie odzywaliśmy? Czy może jak urodzę?
-Ale... ale... co teraz?
-Nie wiem. Kocham cię i chciałabym, żeby wszystko było jak wcześniej.
-Ja też...-dotknął mnie swoją ręką po policzku, na co ja dostałam miłe ciepło jego ciała... Przysunął swoją twarz do mojej i połączyliśmy się w pocałunku. Gdy oderwaliśmy się od siebie, zauważyłam łezkę w jego oku, która teraz pływała po jego policzku.
-Możemy spróbować jeszcze raz?
Pokiwałam tylko głową, a on pokazał wszystkie swoje białe zęby.

*jakiś czas później*
Siedzimy w pokoju dziennym złapani za ręce i czekamy. Usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć.
-Hey, już jestem.-przytulił mnie Dan wchodząc do mieszkania.
Przywitałam go chłodno i poszłam do pokoju. On wszedł za mną.
-Ymm... Lola, o co chodzi?
-No bo widzisz....
-Ey, nie. stop. Rozumiem. Chcecie do siebie wrócić. Tak? Jeżeli o to chodzi, to jakoś to przejdę. Wiedziałem, że nadal jego kochasz. Ciesze się, że poznałem kogoś takiego jak ty. Mam nadzieję, że nie zakończymy naszej znajomości. Pamiętaj, że jesteś dla mnie przyjaciółką.-pocałował mnie w policzek i wyszedł z mieszkania.
Podszedł do mnie mnie Zayn sprawdzając coś w swoim i'Phonie.
-Eeem... Lola..?
-Hmm..?-zapytałam ocierając łzę, która spływała mi po policzku. Nie kochałam Danna tak jak Zayna, ale na prawdę, go lubiłam...
-Danielle rodzi....
-Co?
-No tak, są już w szpitalu. Dalej, jedziemy.
-Ok.
zabrałam torbę i wybiegliśmy z mieszkania. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do kliniki.
-Witam, gdzie mogę znaleźć panią Danielle Peazer?
-Przyjaciele?
-Tak.
-Tym korytarzem i dział porodowy po prawej.
-Dziękuję.-podziękowałam zsiwiałej pielęgniarce.
Pobiegliśmy wyznaczonym korytarzem. Zauważyliśmy dział. Zaraz po prawej na krzesłach siedział Liam, koło niego Natalia i Taylor, które go wspierały.
-Nie, nie mogę.
-Poradzisz sobie. Ona cię potrzebuje. Idź.
-Jak mi nie wyjdzie, to pójdziesz ty Lola.
-Dobrze, ale ciesz się tym. To twoje dziecko.
Zniknął za drzwiami zza których dochodziły krzyki Dan. Wiem, co przechodzi, bo ja miałam to samo. Jakby nie patrzeć za następne siedem miesięcy czeka mnie to jeszcze raz.
-A wy razem?-zapytał Niall, gdy zauważył, że razem z Zaynem stoimy za rękę.
-No, bo. Mieliśmy wam powiedzieć...
-No, ale Danielle rodzi.
-No, ale jesteście w końcu razem, czy nie?-dopytywał lokowaty trzymając na nogach Taylor.
-Tak.
-Chcemy spróbować jeszcze raz.
-No to dobrze.-dodała Tay.
-Dzięki.
-I jeżeli chcecie wiedzieć. To będziecie mięli jeszcze jedno dziecko do pilnowania.
-Co? Danielle i Liama plus wasze.-odpowiedział Louis pisząc coś na i'Phonie.
-Plus nasze dwa.-dodał mulat.
-Co? Znowu.!?-zapytała moja kuzyneczka.
-Mhm...-pokiwałam głową, na co czekało mnie tysiące uścisków.
Ciesze się, że mam ich przy sobie. Znamy się już półtora roku, a ja często zastanawiam się jak umiałam bez nich żyć...

Siedzieliśmy już na korytarzu około czterech godzin, w końcu wyszedł z pokoju Daddy.
-Możecie do nas wejść.-zaprosił nas do środka.
Na łóżku leżała Danielle i trzymała na rękach małą dziewuszkę.
-Alle śliczna, jakie cudooo...-gadaliśmy jeden za drugim.
-Pozostaje sprawa rodziców chrzestnych.-powiedziała Dan.
-No i chcielibyśmy, żebyście to byli wy.-wskazał na mnie i Zayna Liam.
-Jejkuu... Na prawdę?
-Mhm...
-Super, jasne że tak.-przybił piąteczkę mulat z nowym ojcem.
-A wy jesteście znowu razem?-zapytała nasza mama.
-Mhm...
-I będziesz znowu ciocią.
-Nie gadaj. Jesteś w ciąży?-zapytał mnie Liam.
-No, już drugi miesiąc.
-Co tak późno o tym mówisz....
-A nie wiem, jakoś tak wyszło.
Siedzieliśmy u nich dobre dwie godziny. W końcu ja i mulat pojechaliśmy do naszego stałego domu. Miło było widzieć mieszkanie takim jakie je zostawiłam. Usiadłam w salonie i patrzyłam na zdjęcia. Zaraz koło mnie zasiadł Zayn.
-W sprawie ślubu.... Chciałbym, żeby odbył się jak najszybciej. Jestem pewny swoich i twoich uczuć. Pozwól, że będę z tobą do końca.
-Kocham cię misiek...-wtuliłam się w jego ramię.
-Ja ciebie też.
Następnego rana pojechaliśmy do Trish odebrać małego i powiedzieć im o wszystkim.
-A więc mówicie, że jesteście razem....-powtórzył ojciec mojego narzeczonego.
-Tak, i jesteśmy zaręczeni.-dodał mulat.
-Wiedziałam, że wam się ułoży.-odparła Trish.
-A kiedy ślub?-zapytała mała Safaa, która bawiła się  z Nathanem.
-No i właśnie przyjechaliśmy do was, a szczególnie do ciebie mamo... Prosić cie o pomoc.
-Byłabym ci bardzo wdzięczna, gdybyś mogła pomóc mi w przygotowaniach.
-Kiedy?-zapytała uradowana.
-Za dwa miesiące
-Pomożesz?
-Oczywiście, że tak.

___
Niestety, chyba skrócę tego blooga.
Podejrzewam, że epilog nastąpi po 25 rozdziale.
Ten rozdział, pisany na szybko. Troszkę się wydarzyło.

Założyłam nowego blooga i proszę was, moich czytelników na niego.
www.1d-help-me.blogspot.com

Natalie Malik.<3

czwartek, 25 października 2012

19.

Widzę jakiś postęp. Nie myślę już cały czas o tym, że wszystko schrzaniłam, tylko spędzam dużo czasu na tańcu, zajmowaniu się Nathanem i spotkaniami z Dannym. Mały bardzo polubił mojego chłopaka. Tak, mogę go tak nazwać. Na jednej z "randek" powiedział, że się we mnie zakochał i rozumie, że moje uczucia nie znikną szybko, ale chce być ze mną. A ja nic nie poradzę, że też go lubię... Być może czas już zapomnieć o Zaynie... On jest z Perrie, przynajmniej z tego ca ja wiem... Jest już 18 listopada. Za półtora miesiąca święta, a potem sylwester... Być może przyszły rok będzie o wiele lepszy...
-Jak się spało?-zapytał Dan wchodząc do pokoju z małym na rękach.
-Dobrze...  A tobie?
-Wyśmienicie, bo obok ciebie..-pocałował mnie delikatnie w usta.
-No niestety, jutro już będziesz spał sam...
-A kiedy wracacie?
-Za dwa tygodnie.
-Jakoś wytrzymam....
-Idę zrobić śniadanie.
Skierowałam się do kuchni. Tam na lodówce zauważyłam zdjęcie Zayna z małym w szpitalu... Momentalnie poczułam spływające łzy pop moich policzkach. Ogarnęłam się i zrobiłam posiłek. Danny musiał uciekać do pracy. Dzisiaj ma pełne ręce roboty, więc zostanę sama. Przynajmniej mam pretekst, żeby jechać do moich przyjaciół...
Mały bawił się ciężarówką, którą ostatnio mu kupiłam. Ja usiadłam przed notebookiem i sprawdzałam szczegóły wywiadów chłopaków w USA. Zadzwonił mój i'Phone.
-Słucham?
-Siema Lola...
-Hey Louiś.
-Co dzisiaj robisz?
-Nie mam planów, jestem sama z małym...
-O, to super. Bo widzisz, robię małą imprezkę z racji tego, że Natalia zamieszkała ze mną. Wpadniesz?
-Jasne, chciałabym, ale mam małego.
-Wiem, wiem.... Co powiesz na to, jak popilnowałaby go mama Zayna?
-Chyba oszalałeś... Przecież ona mnie nienawidzi.
-Przesadzasz, ona wie, że chcecie do siebie wrócić z Zaynem, a poza tym jest babcią.
-Pogadam z nią i ci oddzwonie.
-Ok, czekam. I jakby co masz nockę u mnie, żebyś nie musiała wracać.
-Dobra.
Zakończyłam gadaninę z Lou i wybrałam numer Trish. Słuchając sygnały czułam, że moje serce podchodzi do gardła.
-Hey Lola. Co tam u was?
-Dobrze, a u ciebie?
-Jakoś leci.
-Trish, mam taką prośbę, bo widzisz... Louis robi małe przyjęcie z racji tego, że moja kuzynka z nim zamieszkała. Idę tam ja i Zayn, i chciałam zapytać, czy zaopiekowałabyś się młodym...
-Jasne, chętnie. Wiesz, że nie ma żadnego problemu. Zawsze możesz na mnie liczyć. Z resztą miałam do ciebie dzwonić, żebyście nas odwiedzili.
-Super, i na pewno kiedyś przyjedziemy razem...
-No ja myślę. Słuchaj, to spakuj Nathanka, bo akurat jestem niedaleko Londynu, to mogę go wziąć.
-Dobra, ja jestem w domu.
-Ok. Do zobaczenia...
-Pa.
Napisałam wiadomość do Lou i odlożyłam telefon. Spojrzałam na Nathanka, który tak bardzo przypominał Zayna, że miałam ochotę go udusić, a zarazem ucałować....
-No cio... Jedziesz do babci na kilka dni... Pochwalisz się nowym samochodzikiem, a mamusia cię odbierze pojutrze....
Niecałą godzinę później Trish zabrała małego, a ja mogłam się przebrać. Założyłam ubrania wcześniej wybrane, spakowałam litrowego Jack'a Daniels'a do ozdobnej paczki i byłam gotowa do wyjścia. Zajechałam pod dom. Zamknęłam auto i postanowiłam, że powiem mu dzisiaj o wszystkim. To już 2 miesiąc. Drzwi otworzyła mi Natalia. Wręczyłam jej alkohol i weszłam do środka. Najpierw udałam się do kuchni, gdzie miałam włożyć do lodówki butelkę ode mnie i nalać sobie drinka. Wokół wysepki, jaką ma w kuchni Lou stał on z resztą 1D.
-Lola..!-wykrzyczał blondyn i momentalnie mnie uściskał.
Po chwili podbiegła reszta oprócz pana Z.

*Perspektywa Zayna*

-Lola.!-wykrzyczał z zadowoleniem blondyn, które przy tym zaskutkowało zalgnieniem mojego prawego ucha. Po niecałej minucie reszta zespołu przytulała się do niej. Gdy ją sobie wyobrażałem, myślałem, że będzie wyglądała inaczej. Gorzej, ale teraz widać, że ona pogodziła się z rozstaniem i żyje na nowo. A ja? Ja zamiast o nią walczyć, to chciałem, żeby ona o mnie walczyła. Najwidoczniej przekreśliłem wszystko, gdy przyszedłem do domu z Perrie. Zapewne ją to zabolało. Liczyłem się z tym, że przeżyje mocno śmierć Nathana. Jej zdrada nie bolała mnie aż tak mocno, jak teraz widok jej szczęśliwej z innym... Spieprzyłem.!
-Żyjesz?-zapytał Louis, a ja ocknąłem się z moich rozmyślań.
-Nic, nic. Zamyśliłem się.-odpowiedziałem oschle.-Ładnie wyglądasz.-skomplementowałem ją, gdy nalewała sobie soku do kubeczka.
-Dzięki.-odpowiedziała nie zwracając się do mnie.
-Możemy pogadać?-zapytałem podchodząc blisko niej.
-Zayn, teraz chce się bawić. Nie mam ochoty, na nasze kłótnie.
-Ja nie chce się kłócić...
-No dobrze. Idź na taras, zaraz przyjdę.
-Ok.

**
Brunet wyszedł z kuchni, a reszta przyglądała mi się z zaciekawieniem.
-Naprawdę go kochasz.-podsumował Liaś.
-Już nie.
-jasne, jasne. Takie kity, to mojej babci wpuszczaj.-oznajmił blondyn, który w tej samej chwili szedł do salonu z Liamem, a Harry migdalił się z Taylor.
-Jak coś będzie nie tak, to pamiętaj, że możesz na nas liczyć. Na nas wszystkich. jesteśmy rodziną.
-Dobrze... I gratulacje z wspólnego mieszkania, oby wam się układało lepiej niż nam.-podeszłam i przytuliłam go z całych sił.
-Dzięki. I pamiętaj, że w każdym związku są kłótnie. Nie ma idealnej pary...
-Of course.-odpowiedziałam z zabawnym akcentem i powędrowałam przez salon na ogródek, gdzie znajdował się taras. Byłam tam mała kanapa, na której siedział Zayn i palił papierosa.
-Miałeś skończyć.-powiedziałam siadając na kanapie i przyglądając się księżycowi.
-Co?
-Palić... Miałeś skończyć palić.
-Próbuję. Ograniczyłem już i coraz mniej mnie do tego ciągnie, ale w sytuacjach stresowych nie  wytrzymuję.
Zlałam jego odpowiedź i po chwili zaczęłam....
-Musimy pogadać. I to bardzo poważnie.
-Wiem. No bo jaa.... Lola, ja cię Kocham. Dopiero teraz, po tym jak cię straciłem wiem ile jesteś dla mnie ważna. Nie mogę żyć bez ciebie. W domu jest pusto i smutno. Proszę cię, wróć do mnie. Wróćmy do tego, co było wcześniej.-nie wiedziałam, co mam zrobić... Powiedzieć mu to, co muszę zrobić, czy odpowiedzieć na jego prośbę.
-Zayn, -to ten moment, właśnie teraz muszę....- jestem w ciąży. To drugi miesiąc.

____
Oto Danny.












___

Rozdział dość krótki, ale myślę, że się spodoba.

Po pierwsze planuję akcję do 30 rozdziału i postaram się ją zakończyć po sylwestrze (w opowiadaniu). Głosujcie na zakończenie, dzięki temu będę wiedziała jak mam rozwijać akcję...

Po drugi, zapraszam moje stałe czytelniczki, oraz inne osoby, które głosowały w poprzedniej ankiecie do czytania mojego nowego blooga.
www.1d-help-me.blogspot.com

Natalie Malik.<3